piątek, 10 stycznia 2014

Soreq Cave

Wczoraj udało nam się zobaczyć najbardziej znaną jaskinię w Izraelu, nazywaną Soreq Cave lub Avshalom Cave. Znajduje się w rezerwacie przyrody, 30-40 min. jazdy samochodem od naszego domu. Jest to zachodnie pasmo gór Judzkich. Jaskinia została odkryta w 1968 roku, ale badania nad jej ukształtowaniem są prowadzone od 1975. Znajdują się w niej różnego rodzaju formacje stalagmitów i stalaktytów, łącząc się w przedziwne filary. Jest też skalna rafa koralowa, "uszy słonia" i cienkie "makarony", które potrzebują setek lat, by nabrać właściwego sobie kształtu. Formacje skalne w Soreq Cave mają przynajmniej 300 000 lat, oczywiście te najbardziej okazałe. Naukowcy obliczyli, że 1 cm nacieku kształtuje się w przeciągu 50-100 lat! 


Widok z góry.





Wnętrze jaskini.





























czwartek, 9 stycznia 2014

Dachy Jerozolimy.

Jak podaje Jerome Murphy O'Connor "na północnym krańcu dzielnicy żydowskiej, w miejscu gdzie ulica św. Marka łączy się z ulicą Habad, znajduje się metalowa drabina, po której można wejść na dach, a następnie przejść w kierunku północnym nad potrójnym sukiem oraz nad bazarem krzyżowców. Nie ma tam żadnych pozostałości archeologicznych, ale widok jest unikalny (...)". 
Byliśmy i sprawdziliśmy. Chociaż o tym, że przewodnik Murphiego podaje wskazówki jak na dachy wejść zorientowaliśmy się po fakcie. Filip jakoś nas tak szczęśliwie wyprowadził.

Przy Jaffa Road.




 Koło Bramy Jafskiej.





 Zbaczamy z głównej drogi suku.


 Po to, żeby jakimś cudem znaleźć się na dachach.


Co nas zdziwiło, dachy zostały przystosowane do ruchu i wyglądają bardziej na miejsca, gdzie po prostu można odpocząć.


Cytując za przewodnikiem, "widok jest unikalny".



Tu już mniej unikalny.


Na dachach znajduje się też synagoga, pewnie dlatego tak często widać przemykających ortodoksyjnych Żydów.



Na posiadówkę przyszli też żołnierze.


Filip szuka kolejnego przejścia.




I zaznacza wszystko na mapie.



Parking dla rowerów.


Widok na jedną z ulic suku, Muristan.





 Przy synagodze stały kubki do obmyć rytualnych dłoni. Stąd dwa uchwyty- jedną już czystą dłonią łapie się ucho, którego wcześniej żadna z naszych rąk nie dotykała.



Przykład na to, jak bardzo często są zagospodarowywane dachy- boisko.



Zadowolony Filip i nieodłączny Murphy.


Kolejny rozmodlony ortodoks.


Kompas w użyciu.


I kolejni w drodze z synagogi.


W końcu i nas nas przyszedł czas.


Jeszcze jeden rzut oka na targ.


Droga do Ściany Płaczu.




Tutaj też są kubeczki.




Przez suk, do bramy Damasceńskiej. 



Tłumy muzułmanów idących do Kopuły na Skale (piątek).



A tak zatłoczony był żydowski suk na Mahane Jehuda, też z powodu piątku.